Kilkanaście osób, zainteresowanych afrykańską sztuką, rękodziełem, przedmiotami codziennego użytku i religiami różnych ludów kontynentu afrykańskiego spotkało się rankiem, 15 maja przy DS Żaczek, aby w kolejnym dniu tegorocznego Festiwalu Afrykańskiego wziąć udział w zaproponowanej przez AKON JU i Stowarzyszenie Polska Sahara „Wyprawie afrykańskimi tropami po Małopolsce”. Wśród nich było kilkoro uczestników wcześniejszych imprez festiwalu, którym szczęście dopisało w losowaniu gratisowych miejscówek oraz wysłanniczki internetowej telewizji UJ, dokumentujące przebieg tegorocznego festiwalu.
Pierwszym punktem docelowym naszej eskapady był malowniczo, w lasach krzeszowickich położony XVII –wieczny klasztor karmelitów bosych w Czernej. Zakonnicy tej reguły od kilkudziesięciu lat prowadzą działalność misyjną m. in. w dwóch republikach równikowej Afryki: Burundi i Rwandy. To jedne z najmniejszych krajów Czarnego Lądu, ale specyficzne – w każdym z nich ponad 60 proc. ludności wyznaje katolicyzm. Z dużym zainteresowaniem oglądaliśmy w klasztornych murach zgromadzone afrykańskie malarstwo pejzażowe, misyjne zbiory rękodzieła, przedmioty liturgiczne, ale też codziennego użytku plemion zamieszkujących Afrykę środkową. Na deser, jako organizatorzy „wyprawy” zaserwowaliśmy uczestnikom „kołacza pustynnego” wypiekanego w rejonie Pustyni Błędowskiej, a konkretnie – przez Piekarnię Patrycja & Paweł w Kwiaśniowie Górnym.
Kolejnym etapem marszruty była stała ekspozycja afrykańskich zbiorów sztuki, rękodzieła, przedmiotów kultu i codziennego użytku ludów różnych rejonów Czarnego Lądu zgromadzonych w Muzeum Afrykanistycznym w Olkuszu. W „sali tuareskiej” poczuliśmy klimat północnej Sahary. Kolejna zwiedzana ekspozycja malarstwa „naiwnego” dopełniała obrazu różnorodności kierunków i stylów afrykańskiego malarstwa; kontrastowała wielce z zaprezentowaną na otwarcie tegorocznego festiwalu w Muzeum Etnograficznym w Krakowie wystawą „Tingatinga” z Afryki wschodniej.
Z Olkusza przemieściliśmy się w rejon „polskiej Sahary”, czyli Pustyni Błędowskiej. W Chechłe, dla wzmocnienia ciała, poczęstowano nas w stołówce tamtejszej szkoły kurczęciem w ryżu pilau, przyrządzonym wedle przywiezionego z wyprawy na Saharę zachodnią przepisu z rejonu algierskiego Atlasu. Posmak innej części Afryki poczuliśmy degustując wytrawne, czerwone wino z RPA.
Ale, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie poczęstowali przybyszów lokalnym produktem tradycyjnym, przyrządzanym przez gospodynie w rejonu Pustyni Błędowskiej. Tutejsze „prażonki”, z dodatkiem czerwonych buraczków smakowały wyśmienicie. Tak posileni wyruszyliśmy na pustynię... A podany na finał tej wyprawy na skraju Pustyni Błędowskiej tajemniczy napój, zwany przez miejscowych „czarem pustyni”, przekonał wycieczkowiczów o prawdziwości hasła reklamowego; lansowanego przez nas w celach promocyjnych tej geograficzno-przyrodniczej osobliwości w Europie; które mówi, że Pustynia Błędowska urzeka i... upaja.
W drodze powrotnej do Krakowa czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka. W Kluczach, w świetlicy prowadzonej przez jedno z miejscowych stowarzyszeń, usłyszeliśmy różne rytmy Afryki zagrane przez miejscową młodzież na djambe i innych instrumentach perkusyjnych. A po powrocie do Krakowa „zarażonym” tego dnia Czarnym Lądem i naszą małą Saharą pozostał afrykańsko-pustynnych wspomnień czar.
Marian Pajdak
